Rozkochać na zabój…

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

(rzecz o sportowej niszy)

Zdarza mi się zastanawiać jak rozkochać ludzi w hokeju. Pokazać im piękno jazdy na łyżwach, udowodnić dynamikę i siłę, wyliczyć szybkość czy może wspomnieć o twardych mężczyznach, ich nieustępliwości a czasem nawet brutalności?

Żyję w kraju wielbiącym piłkę nożną i skoki narciarskie. Momentami również siatkówkę. Trudno to negować, wręcz należy szanować. W takiej rzeczywistości jednak hokej pozostanie dyscypliną niszową dopóki sam się nie zmieni lub póki nie pojawi się w nim jakiś Małysz czy Lewandowski. Kurek mógłby nie wystarczyć. Problem jednak w tym, że polski hokej wciąż przyciąga nieodpowiednich ludzi. Czy to na poziomie zawodowym czy amatorskim. Właśnie dlatego rozkochanie w nim Polaków może się nie udać.

Kiedy analizuję (subiektywnie) miejsce hokeja w polskiej rzeczywistości, odnoszę wrażenie, że coś z nami nie tak. W tej części Europy otaczają nas same mocne hokejowo nacje. Czy one się mylą? I czy mylą się kibice w Ameryce Północnej? Hale mogące pomieścić kilkanaście tysięcy widzów wypełniają się na niemal na każdym meczu NHL do ostatniego miejsca. Przed telewizorami z kolei zasiadają miliony widzów przyzwyczajonych do tego, że otrzymują produkt najwyższej jakości, zarówno sportowej, jak i telewizyjnej.

 
Reklama
 
Reklama

W Polsce hokej jest ukryty, jakby pogodził się z rolą wypełniacza luki.  Jakby działacze chcieli powiedzieć do kibiców: ok, my tu sobie będziemy spokojnie grać, a wy oglądajcie futbol.

Dlaczego o tym piszę? Bo hokeiści w ostatnich tygodniach sezonu dali jak na tacy, prawie darmową reklamę tej dyscyplinie. Grali do upadłego, wiele razy kończąc mecze po dogrywkach. Jeden z nich zakończył się w czwartej. Hokeiści wjechali na lód o 20:00, zjechali z niego o 1:03 w nocy. Bo musieli grać czwartą dogrywkę. Skończyli w 126 minucie. W sporcie, który jest uznawany za najszybszą dyscyplinę zespołową świata; sporcie, w którym nikt się nie oszczędza, bo tak się na lodowisku po prostu nie da, a na symulację nie ma zwyczajnie czasu.

Gwoli formalności… Mistrzem Polski został GKS Tychy, po rozegraniu 62 spotkań, od września do 13 kwietnia. Wybierzcie się w kolejnym sezonie choćby na 10% tych meczów i oceńcie czy warto. Ja – nie mam wątpliwości.

Autor

Wojciech Zawioła – Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce…” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama