Wszystko, co szybkie jest nam w życiu potrzebne

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Potrzebujemy fast foodów jak kania dżdżu, jak „Przedwiośnie” tudzież, jak kierowcy na długich trasach nawigacji, jak… (śmiało możecie dopisać swoje porównanie).

Nie, nie uważam, że fast food to najzdrowsze jedzenie świata, tak samo, jak nie uważam, choć na motoryzacji zębów nie zjadłam, że najlepsze samochody to, te najszybsze. Podobnie w kwestii seksu, nie uważam, że ten szybki jest tym najcudowniejszym.

Jednak głośno i wyraźnie chciałam światu zakomunikować, że szybkiego jedzenia, samochodów, seksu i czego tam jeszcze chcecie, nam potrzeba.

Czasem po prostu potrzebujemy spuścić z tonu, skoczyć na główkę, nie myśleć, zadziałać, nie czekać — robić. I nie mówię tu o permanentnym braku cierpliwości, czy o słomianym zapale. Mówię tu o wyjątkowych sytuacjach. Każdy po prostu musi spuścić z tonu sięgnąć po jedzenie z budki, wybrać książkę, której treść będzie z nim jedynie w trakcie czytania, kupić coś na wyprzedaży i wybrać pięćdziesiątkę zamiast wymyślnego drinka. Po prostu. I owszem zgadzam się, że to, co łatwe, nie jest warte zachodu, ale nucąc słowa klasyka „czasami człowiek musi, inaczej się udusi”. W tym naszym szybkim życiu ciągle nam się wydaje, że musimy za każdym razem sięgać po wiekopomne dzieła literatury — zwykłe romansidło nie wchodzi w grę, kino z bezsensowną fabułą — nie ma takiej opcji, tylko niszowe kino niezależne. A tak naprawdę jedyne, co faktycznie musimy to spuścić powietrze z balonika i tyle.

Właśnie ten szybki dostęp daje nam spokojną głowę, chwilę wytchnienia. I choć brzmi to paradoksalnie, to jednak właśnie te szybkie rozwiązania sprawiają, że nie musimy biegać, szukać, wściekać się, że znów jesteśmy w niedoczasie. Te szybkie wybory pozwalają nam od czasu do czasu

odsapnąć. To trochę tak, jak zwolnienie wypisane przez rodzica dziecku, bo niby gorączka, a tak naprawdę dziecku się nie chciało, było padnięte, nie miało siły na szkołę. W tym dorosłym życiu też możemy nie mieć siły i zwolnić się z perfekcjonizmu trzydaniowych obiadków i podłogi tak czystej, że można byłoby z niej jeść.

Niestety doprowadziliśmy do tego, że przymiotnik szybki odmieniany na wiele sposobów jest nacechowany negatywnie. Szybkie jedzenie – niezdrowe, prowadzi do otyłości bla, bla, bla; szybki seks – nie może być dobry, prowadzi do emocjonalnego roztrzęsienia; szybkie samochody— złe, prowadzą do wypadków itd. Taka gra w skojarzenia może doprowadzić tylko do jednego — do pustego śmiechu. Bo o ile te skojarzenia nie są zupełnie do niczego, to jednak pokazują, że to człowiek sam w sobie postanowił spisać na porażkę wszystko, co szybkie. W dodatku szybkość wrzucamy do worka z tym samym napisem, co bylejakość, a tak wcale nie musi być. Wystarczy tylko, że przypomnimy sobie stare polskie i wciąż na czasie przysłowie, które mówi o tym, że co za dużo to niezdrowo.

I tym sposobem okaże się, że wszystko, co szybkie ma sens, jeśli będą korzystać z tych szybkich opcji ludzie, którzy pamiętają, że wybór należy do nich samych.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Reklama
[instagram-feed]

Reklama

Reklama

Reklama