Polityczny stan zakonserwowania

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Niedawny sondaż, pokazujący utrzymujące się na 39-procentowym poziomie poparcie dla rządzącego PiS, jest dowodem swoistego fenomenu tej partii na tle całej politycznej konkurencji rywalizującej na krajowym podwórku. Zjawisko to polega na nieprawdopodobnym wręcz zaimpregnowaniu własnego elektoratu, który – dzielnie wspomagany propagandowo przez narodową telewizję – bezrefleksyjnie kroczy drogą wyznaczoną przez prezesa Kaczyńskiego i jego najbliższych kumotrów. Bez względu na okoliczności.

Gdyby choć pobieżnie zdiagnozować ostatnie wydarzenia, wymieniając tylko kilka z nich: taśmy prezesa i austriackiego biznesmena, strajkową zadymę w oświacie, nadaktywność Izby Dyscyplinarnej SN przywołującej sędziów do pionu wyznaczonego przez ministra Ziobro, czy w końcu brak jakichkolwiek postępów w smoleńskim śledztwie, niemal natychmiast ukazuje się obraz smętny i marny, a miejscami wręcz ufajdany przeróżnymi brudami. Wedle zasad, które nieformalnie obowiązywały niemal od zarania III RP zdawałoby się, że polski wyborca takich rzeczy nie przebacza, ale nie bez powodu mówię o tym w czasie przeszłym. Efektem dobrej zmiany jest bowiem nowy wyborca, uodporniony na zewnętrzne bodźce, niemal bezwarunkowo absorbujący wszelki możliwy przekaz, byle pochodził on z Nowogrodzkiej.

Oczywiście, nad tkanką tegoż zjawiska zastanawiać się będą politolodzy, medioznawcy i inni specjaliści, bowiem jasne jest, że wspomniane propagandowe wsparcie, obecne także w wielkiej skali w internecie, to tylko część amunicji dostarczanej wyborcom. Do spektakularnego ufortyfikowania się PiS-u na pozycji lidera sondaży przyczynia się też opozycja, która nie może dotąd znaleźć przeciwwagi dla coraz bardziej populistycznej narracji ze strony rządzących, do tego stopnia, że połączenie tak różnych sił w postaci Koalicji Europejskiej jest co najmniej dyskusyjne dla sporej części społeczeństwa. Jarosław Kaczyński i jego przystawki mogą więc śmiało snuć nowe, ambitne plany, zgodnie z którymi rozdawnictwo podatniczych pieniędzy przeniesie się już nie tylko na ludzi, ale także zwierzęta hodowlane. Żelazny elektorat nawet nie mrugnie okiem w ekstatycznym aplauzie.

Wydawałoby się zatem, że na politycznej szachownicy zapanował klincz, który od biedy można by nazwać zakonserwowanym patem. Myślę jednak, że mimo wszystko jest on dość pozorny. Tylko, aby się o tym przekonać, uczestnictwo w wyborach i w ogóle w obszarze życia obywatelskiego musiałoby zadeklarować trochę więcej do tego uprawnionych. Frekwencja przy urnach od lat daje bowiem sygnał, że, wbrew definicji demokracji, w Polsce rządzi reprezentacja mniej więcej jednej trzeciej spośród mniej niż połowy tych, którzy mogliby udać się do głosowania.

 
Reklama
 
Reklama

Reklama