REKLAMA
Anywhere logo

Anja Orthodox: Płyta moja i koniec

2015-08-14
...
Pierwsza dama klimatycznego rocka – Anja Orthodox z zespołu Closterkeller – zadebiutuje wkrótce w roli prowadzącej Cieszanów Rock Festiwal. Ale to tylko jedno z czekających ją wyzwań.
Kiedy dostałaś propozycję prowadzenia Cieszanów Rock Festiwal musiałaś być zaskoczona.ANJA_ORTHODOX

Zaskoczyło mnie to strasznie, wręcz oniemiałam. Nawet zaliczyłam lekką panikę.

Nigdy wcześniej czegoś takiego robiłaś?

Robiłam. Zdarzyło mi się kilka razy prowadzić jakąś imprezę, ale nie trzydniową, o ratunku! Raz prowadziłam taką dużą stadionówkę w Lublinie. Ale to było wieki temu. Nie jestem urodzonym showmanem. Owszem, odnajduję się na scenie bardzo dobrze, ale jak śpiewam. W innej sytuacji nie potrafię jak Skiba czy Konjo wejść i sypać humorem z rękawa.

Ale chyba nie zawsze o to chodzi.

Właśnie się zastanawiam. Podeszłam do propozycji z Cieszanowa dość niekomercyjnie, bo zaczęłam wyliczać Arturowi, który mnie tam zaprosił, wszystkie swoje minusy (śmiech). Mówiłam, że potrafi mnie czasami zatkać, że nie zawsze potrafię skontrować. A on na to, że wcale nie oczekują, że wejdę i będę pajacować. Żebym to zrobiła tak, jak będę czuła. Że to fajna odmiana, bo wiecznie takie imprezy prowadzi ktoś wesołkujący. W końcu mnie przekonał. Przecież to znakomita przygoda, więc spróbuję.

Masz już na to jakiś pomysł?

Właśnie sobie pomysły opracowuję. Jeden naprawdę fajny mi wskoczył ostatnio, ale nie chcę go jeszcze przedstawiać publicznie (śmiech).

Przygotowanie się do tej roli będzie wymagało od ciebie trochę czasu, a czy ty go w ogóle masz? Nie jesteś zajęta solową płytą?

Właśnie na solową płytę nie mam czasu. Mam trochę problem ze sobą, bo jestem chora na depresję. Wszystko zawalam. Jedno po drugim. Obecnie jestem w trakcie zawalania jesiennej trasy Closterkellera, bo przez trzy tygodnie nie tknęłam jej załatwiania. Makabra. Ostatnio już chodzę na psychoterapię nawet. Dzisiaj w nocy dokonałam ogromnych zakupów w Stanach Zjednoczonych. Nakupowałam całe mnóstwo naturalnych środków na depresję. Naturalnych, bo na farmakologii jestem od blisko czterech lat. A to wszystko dlatego, że już nie mogę dać rady. Także ta solowa płyta... W Universalu już wymiękli. Mówią: „Anja, próbuj, kiedy dasz radę, może chociaż singla...”. Cieszy mnie, że mnie rozumieją. Nie powoduje to u mnie ataku niechęci do tego solo, której bym dostała, gdybym była naciskana. Ja kocham tworzenie i granie muzyki, nagrywanie płyt to przecież sedno mojej działalności, a mam z tym problem w głowie. Mam problem z każdą działalnością, a najbardziej to uderza w muzykę. Tak kocham to robić, a zarazem wszystko we mnie wrzeszczy, żebym tego nie robiła. Koszmar jakiś.

Ale jakieś zaczątki tego materiału już na pewno miałaś gotowe, skoro oficjalne informacje o tej płycie zostały opublikowane.

Mam utwory, znaczącą część śladów, tylko muszę to ogaąć, poumawiać studia, ustalić z Mariuszem (Kumalą – mężem Anji i gitarzystą Closterkeller – przyp. J.M.) co on tam ma konkretnie zagrać, bo ma nagrać gitary. Tak naprawdę niewiele trzeba.

ANJA_ORTHODOX2

Jeszcze wczoraj przyszła do mnie informacja o specjalnej winylowej edycji albumu „Déjà vu”, czyli największych hitów Closterkeller. W informacji było też napisane, że to jedna z kilku niespodzianek przygotowanych na najbliższy czas.

„Déjà vu” na winylu jest niespodziank ą, moja solowa – która w końcu przecież wyjdzie – to kolejna. W tym roku jest także 20-lecie płyty „Scarlet”, która nawet zdobyła złotą płytę swojego czasu. Cały ten album zagramy 12 lipca w Węgorzewie. Mamy plan sfilmować to i wydać na DVD. Będzie specjalny box na to 20-lecie „Scarlet”. Myślę, że najlepiej, żeby pojawiła się w nim jakaś zremasterowana wersja płyty, ścieżka audio z koncertu w Węgorzewie i płyta DVD. Tylko nie chce nam się robić całej tej edycji, Dolby 5.1, jakieś tam rzeczy. Po prostu go fajnie nakręcimy i wyjdzie w formie pliku wideo. Tak wystarczy, żeby się nie zakopać w całą tę robotę edycyjną. Aby był to ładnie, dobrze zarejestrowany koncert, a nie płyta z jakimiś tam „angle view” i innymi tam kombinacjami.

Prace nad solówką zepchnęły Closterkeller na dalszy plan?

Właśnie nie! Poza tym jubileuszowym wydaniem „Scarlet” będziemy mieli też na jesieni trasę z okazji jubileuszu takiego łączonego 45-lecia. A będzie to 20-lecie „Scarlet” plus 25-lecie pierwszej płyty „Purple”. Moim zdaniem rocznica to nawet ważniejsza, ale jakoś zostało to przeoczone w ogniu dyskusji nad reedycją „Scarlet”. A ponieważ uważam, że ta pierwsza płyta jest dość słaba – takiej jej prawo, w końcu debiutancka – to się specjalnie nie przypominałam. Bo jeszcze by nie daj Boże w Węgorzewie nam ją kazali całą zagrać! Będzie zatem trasa z okazji 45-lecia i będziemy grali obie jubileuszowe płyty.

ANJA_ORTHODOX3Jeszcze zostańmy przy solówce. Ludzie na to czekają. Od kilku lat co chwilę pojawiała się plotka, że nad czymś takim pracujesz.

Niespokojnych uspokajam – ta płyta musi wyjść. Sama sobie założyłam (w porozumieniu z firmą Universal) kaganiec w postaci po pierwsze kontraktu na nią, co już jest zobowiązaniem, po drugie wzięcia zaliczki finansowej na nią, którą od razu wydałam. Dlatego muszę to zrobić. Czasami postępuję sama ze sobą w taki sposób, żeby się do czegoś przymusić.

W informacji napisano, że album będzie „pozbawiony rockowego pazura, na rzecz subtelnej elektroniki, bo tym razem wiodącą rolę odegrają syntezatory i samplery”. Znudziły ci się gitary?

Nie. Tam będą gitary. Ta płyta to taki Closterkeller w klimacie ale bez pierwiastka rockowego.

Ja tłumaczyłem sobie, że to dlatego, że nagrywanie kolejnej płyty Closterkellera tylko bez Closterkellera byłoby bez sensu.

Nie, nie. To nie jest tak. Czym się ta płyta będzie różnić od Closterkellera? Przede wszystkim ja sama się tam wszystkim zajmuję. Utwory sama skomponowałam, teksty to wiadomo. Wszystko zrobiłam sama od początku, bez kompromisów z zespołem. To ogromna różnica. W Closterkellerze jednak cały czas idziemy na kompromis, bo zespół to zbiór pięciu osobowości, które współtworzą, albo przynajmniej każdy coś od siebie wnosi, stawia jakieś weto. Na dodatek te osobowości w Closterkellerze są i były zawsze dość silne i wybujałe. Tutaj robię wszystko ja, bez żadnego cackania się. Nawet jeśli są tam partie gitar, a są dosyć niedominujące, nie stoją na nich kawałki, to mówię szanownemu ewentualnemu gitarzyście „zagraj to tak!”. Ja tu rządzę. Sama odpowiadam za produkcję, za miks. Wprowadzam też coś, co nie wiem czemu jest w rockowych kapelach przez perkusistów uważane za niedopuszczalne – jeżdżę głośnością perkusji. Robię na jej ścieżce fade'y. Ja i perkusja jesteśmy na dwóch przeciwległych krańcach tematu, więc dobieram bardzo proste, wręcz symboliczne partie. Mam zupełnie inne podejście do komponowania tych utworów niż jest w Closterkeller. To bardzo moja płyta. Moja i koniec. Jest tam jeden kawałek, który dał mi Mariusz – na jego motywie gitarowym ułożyłam cały utwór. Ale jak wpadłam na pomysł, żeby tu zmienić to, a tam tamto, to już była jakaś dyskusja. Powiedziałam: „ej, moja płyta i sobie będę ją robić jak mi się będzie chciało”. „Ale to moja gitara!”. „To się w zad pocałuj z tą gitarą!”. I już żeśmy dyskutowali. W końcu uznał, że dał mi tę partię w prezencie, więc mogę sobie z nią robić co chcę. I dlatego też, żeby uniknąć takich sporów, nad muzyką pracowałam sama.

Ale prędzej czy później będziesz chciała ten materiał zagrać na żywo. Kogoś tam będziesz musiała mieć do pomocy.

Od 2000 roku cały czas miałam demo tych utworów bez wokalu. Jeździłam na sporadyczne, nader elitae koncerty dla takich zupełnych koneserów i śpiewałam po prostu do podkładu. Super się sprawdzało. I tak by chyba było najlepiej. Potem miałam kilka występów z gitarzystą i podkładem – też spoko. Działało. Nie wiem, czy będę potrzebowała więcej. Perkusja jest z automatu. Dogadałam się z moim synem, który obecnie gra w Closterkeller i jest fajnym bębniarzem, który – co lubię – rozumie o co mi chodzi, bo się w końcu dosyć długo znamy (śmiech). Opracuje mi te bębny jak zrobię coś kiepsko albo czegoś będzie brak. W kwestii gitar basowych – jeżeli w ogóle są, bo nie we wszystkich utworach występują – pomoże mi Mariusz. Mój kolega Maciek z zespołu The Gate też wspomoże mnie na gitarach, bo z nim wcześniej kilka utworów opracowałam. Klawisze, sample – to wszystko ja, a bardzo dużo jest tam tego. W informacji było napisane, że płyta idzie w stronę elektroniki i niektórzy myślą, że ja tam jakimś „umc umc” postraszę, a przecież elektronika to nie tylko to. Elektronika to są samplery. Pytanie, co w ten sampler się wrzuci. Ja wykorzystuję dużo klasycznych brzmień – fortepiany, orkiestry, skrzypce, altówki, flety. Jest też trochę takiej mechanicznej elektroniki, ale z dyskoteką to nie ma nic wspólnego.

źródło fot.: mat. organizatora

REKLAMA
REKLAMA