REKLAMA
Anywhere logo

Saloniki w 72 godziny

2017-09-06
...
Kosmopolityczne miasto, drugie co do wielkości w Grecji, uchodzi za kulturalną i gastronomiczną stolicę kraju. Po ulicach wciąż chodzi więcej Greków niż turystów, tutejsze kobiety ubierają się najmodniej, a historię odkrywa się na każdym kroku.

Saloniki słyną z bogatego życia kulturalnego oraz wspaniałych knajpek i barów. Miasto założone w 315 p.n.e. przez króla Macedończyków Kassandra i nazwane na cześć jego żony Tessaloniki, córki Filipa II i przyrodniej siostry Aleksandra Wielkiego, to wielokulturowe miejsce, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Niektórzy zakochują się w tym mieście w ciągu 24 godzin, innym zajmuje to nieco więcej czasu, ale potem stają się fanami na resztę życia.

ateny_2

Muzeum na świeżym powietrzu

W Salonikach znajduje się 15 zabytków wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jednym z najcenniejszych jest bazylika św. Dymitra – patrona miasta, zbudowana na kompleksie łaźni rzymskich. Warto tu wstąpić, żeby zobaczyć słynne mozaiki, w tym najstarszą, pochodzącą z V w., przedstawiającą świętego przyjmującego polecane mu pod opiekę dzieci, oraz kryptę, w której był więziony. Nieopodal kościoła mieszczą się pozostałości Rzymskiego Forum, które niegdyś stanowiło ścisłe centrum hellenistycznego miasta, wypełnione m.in. pasażami handlowymi, świątyniami oraz Odeonem mogącym pomieścić 3 tys. widzów. Próbuję to sobie wyobrazić, ale przeszkadza mi horda japońskich turystów złakniona kolejnych ujęć.

Moim celem jest znajdujący się przy Egnatia – jednej z głównych ulic miasta - Łuk Galeriusza, przez mieszkańców potocznie zwany Kamarą. - Jeśli kiedykolwiek zabłądzisz, zapytaj o to miejsce - radzi mi Vassiliki Papakonstantinou, miejscowa przewodniczka, która będzie mi towarzyszyć w dalszym odrywaniu miasta. Dowiaduję się, że Łuk Galeriusza stanowi jedyny ocalały fragment zwieńczonego kopułą pasażu prowadzącego niegdyś do rzymskich pałaców. Zbudowano go dla uczczenia zwycięstwa cesarza nad Persami w 297 r. p.n.e. Podziwiam płaskorzeźby na filarach przedstawiające sceny bitewne oraz symboliczne wizerunki samego cesarza, ale większe wrażenie robią na mnie bogate w złoto i motywy dekoracyjne mozaiki znajdujące się w pobliskiej Rotundzie. Najstarsza ocalała budowla w Salonikach pierwotnie miała posłużyć jako mauzoleum cesarskie Galeriusza, ale nigdy nie została w tym celu wykorzystana.

ateny_3 

Podróż w przeszłość

Zostawiam za sobą nowoczesne, tętniące życiem centrum, żeby odkryć inne Saloniki – wywołujące nostalgię miasto z przeszłości. Z zaciekawieniem pokonuję labirynt brukowanych uliczek dawnej dzielnicy tureckiej Ano Poli, czyli Górnego Miasta. Tyle razy widziałam to miejsce na zdjęciach, a teraz mam to szczęście oglądać je na własne oczy. Mijam zabytki bizantyjskie, domki będące mieszaniną architektury osmańskiej i macedońskiej, ogrody pełne kwiatów oraz placyki z tradycyjnymi kawiarniami i tawernami. Ano Poli nadal pozostaje jednym z najbardziej tradycyjnych i kolorowych zakątków Saloników, bo uniknęło pożaru, który w 1917 roku zdewastował miasto. I tak jak niegdyś otaczające je bizantyjskie mury strzegły miasta, tak teraz Ano Poli chroni swój prawdziwy i ponadczasowy charakter. Na malowniczym placu Tsinariou, chętnie fotografowanym przez turystów, znajduje się parę knajpek, które warto odwiedzić, żeby poczuć klimat dzielnicy. Nie dostaniecie tutaj wymyślnych potraw ani koktajli, ale dania kuchni tureckiej oraz raki i retsinę.

Za winem, do którego produkcji dodaje się żywicę sosnową, nie przepadam. Zmieniam jednak zdanie, gdy odwiedzam winnicę Kechris na obrzeżach miasta, która specjalizuje się w wytwarzaniu retsiny od czterech pokoleń i jako jedyna w Grecji produkuje aż trzy jej odmiany. Podczas degustacji, Yiorgis Darlas, przedstawiciel winnicy, opowiada o długiej, bo sięgającej 3500 lat, historii tego wina. Retsina, której tutaj próbuję, w niczym nie przypomina tej, którą można kupić w supermarkecie. Klasa sama w sobie!

Saloniki od kuchni

Zapuszczam się w miasto, które mimo wczesnej pory tętni życiem. Na ulicach jest mnóstwo ludzi, ale większość z nich wydaje się nigdzie nie spieszyć. Podoba mi się ten rytm. Wiadomo, że wszystko zostanie załatwione, ale w swoim czasie. Teraz rozumiem tak często powtarzane przez mieszkańców halara, czyli spokojnie, na luzie.

Z placu Arystotelesa, przy którym mieszczą się imponujący Electra Palace Hotel oraz kino Olympion (co roku odbywa się w nim Międzynarodowy Festiwal Filmowy), dostaję się na deptak o tej samej nazwie. Zmierzam do placu Athonos, gdzie pośród zabytkowych brukowanych alejek mieszczą się sklepiki z tradycyjnymi wyrobami, w tym pracownia ceramiczna przemiłej Alexandry Theodosiou, a także restauracja Roots, która jako jedyna w mieście serwuje tylko potrawy kuchni wegetariańskiej i wegańskiej. Tu spotykam się z Anastazją – przyjaciółką, która pokaże mi miasto od kuchni. Dosłownie.

Zaczynamy od bazarów, które stanowią nieodłączną część tutejszej kultury. Niegdyś najważniejszym był Modiano, obecnie modne miejsce, żeby wpaść na kawę lub przekąskę. Na zakupy natomiast warto wybrać się na targ Kapani, który zaspokaja potrzeby mieszkańców od 1889 roku. Sprzedawcy przekrzykują się wzajemnie, zachęcając do zakupów, gdy mijamy stragany wypełnione soczystymi owocami i warzywami, pachnącymi ziołami, a także mięsem oraz rybami i owocami morza. Wdajemy się w przyjacielską pogawędkę z rzeźnikiem, od którego dostaję przepis na patsas - zupę z żołądka i giczy jagnięcej, doskonałą na kaca. Nie planuję się upijać, ale na wszelki wypadek zachowuję przepis.

Okolice targu Kapani wypełnione są ouzeriami i tawernami, z czego każda serwuje własne specjały w wyjątkowej atmosferze. Perełką wśród nich jest Stou Μitsou (Cafe Mitsos) – mała knajpka prowadzona przez Dimitrisa, który na start podaje nam sałatkę oraz polany oliwą ser owczy. Następnie na stół wjeżdżają owoce morza, które doskonale komponują się z podanym w ciekawej buteleczce tsipouro – wysokoprocentowym alkoholem wytwarzanym z moszczu winnego. Nie potrafię sobie odmówić kolejnych kęsów, choć już czuję się pełna. Gdy wreszcie mówię stop, Anastasia patrzy na mnie z wyrzutem: - Przecież nic nie zjadłaś! - Moje spodnie są jednak innego zdania.

Targ-Kapani 

Kultura, historia i wino

Wśród miejsc wartych odwiedzenia w Salonikach, na uwagę na pewno zasługują trzy ciekawe muzea.

Moim ulubionym jest Muzeum Wina mieszczące się w winnicy Gerovassiliou leżącej na zboczach Epanomi poza miastem. Jej właściciel, Vangelis Gerovassiliou, od ponad 30 lat kolekcjonuje sprzęty związane z kulturą wytwarzania wina, w tym korkociągi - tych przez lata zebrał ponad 2600, co czyni go jednym z największych kolekcjonerów na świecie. Oglądam eksponaty i dowiadując się od Thrasa Giantsidisa, enologa i mojego przewodnika, że pierwszy patent na korkociąg zdobył Anglik, wielebny Samuel Henshall w 1795 roku. Śmiejemy się, że pewnie do tej pory Francuzi nie mogą mu tego wybaczyć... Przy wyjściu z jednej z sal puszczane są fragmenty filmów, w których wino odgrywa dużą rolę. Zgaduję tytuły filmów na jednym tchu, a ponieważ idzie mi całkiem nieźle, mój kompan zaprasza mnie na lunch i degustację wina. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego popołudnia!

Wiedząc, jak duże znaczenie kultura bizantyjska miała dla kultury i rozwoju miasta, nie mogłam sobie odmówić wizyty w Muzeum Kultury Bizantyjskiej, które skupia ponad trzy tysiące oryginalnych artefaktów datowanych od II do XX w. Przechodząc przez jedenaście pomieszczeń, oglądam marmurowe elementy architektoniczne, mozaiki, wczesnochrześcijańskie grobowce, naczynia liturgiczne, biżuterię, narzędzia codziennego użytku, także wspaniałe ikony i malowidła ścienne.

Prawdziwą podróż w przeszłość funduje mi jednak wystawa w Białej Wieży, która stanowi symbol miasta. Niegdyś zwano ją Krwawą Wieżą, bo wewnątrz mieściło się więzienie, gdzie w 1826 r. Turcy wymordowali janczarów. Obecnie mieści się tutaj małe muzeum świeckiej i sakralnej sztuki bizantyjskiej oraz ekspozycje poświęcone historii miasta. Wchodzę do okrągłej kamiennej baszty i krętymi schodami wspinam się na zwieńczony blankami szczyt, z którego rozciąga się wspaniały widok. Mam miasto u swych stóp! 

Mekka rozrywki

W miejscu, gdzie ulica Tsimiski przecina się z Dragoumi zaczyna się Ladadika, dzielnica niegdyś stanowiąca serce handlowe Saloników. Początkowo mieściły się tutaj magazyny z artykułami spożywczymi, w tym oliwą oraz przyprawami oraz wszelakimi innymi towarami, co w czasach okupacji tureckiej uczyniło z tego miejsca wielki wielokulturowy bazar. Z czasem zaczęły powstawać tu sklepy, tawerny, bary, a nawet burdele – wszystko po to, żeby zaspokoić rozmaite potrzeby żołnierzy i marynarzy. Obecnie Ladadika to modny punkt na mapie miasta, który koniecznie trzeba odwiedzić wieczorem. Obok barów i klubów znajduje się tu mnóstwo różnych knajpek serwujących potrawy rozmaitych kuchni. Po kolacji w tawernie Tserki, gdzie próbuję m.in. lokalnego specjału - koulouri (bajgla) podawanego z jajkiem oraz trzema rodzajami mięsa, Anastazja odkrywa przede mną

życie nocne miasta. Zaglądamy do Brocollo Bar wypełnionym po brzegi młodymi ludźmi. Koktajle są fantastyczne, podobnie jak i muzyka, jednak nikt nie tańczy. Grecy zaczną bawić się dopiero wtedy, gdy w lokalu rozbrzmi grecka muzyka. Kolejnym przystankiem jest bar Zucca na nabrzeżu, gdzie zatrzymujemy się na kieliszek wina, podziwiając ładnie oświetloną zatokę. Tu jednak jest za spokojnie, a my dziś mamy ochotę na odrobinę szaleństwa. Mimo że jest środek nocy, Anastazja zabiera mnie do kultowego baru Berlin działającego od ponad trzech dekad. Na drinka wpadali tutaj m.in. Nick Cave i Mark Almond. Nic dziwnego, atmosfera wciąga! Nie wiem nawet kiedy wstał świt, bo poddałam się rytmowi miasta. Halara!

 

tekst: Agnieszka Zawistowska

 

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA