REKLAMA
Anywhere logo

Przewodnik weekendowego podróżnika

2017-05-18
...
Co zrobić, gdy nasze konto w banku nie wygląda imponująco, przed sobą mamy nudny weekend, a mimo to odzywa się w nas żądza przygód? Spakować się, udać się na gdańskie lotnisko i wyskoczyć na weekendowy wypad za granicę!

Życie backpackera jest pełne przygód, ale też wydaje się być niebezpieczne. Nie każdy odważyłby się podróżować bez pieniędzy, na stopa, nocować u przypadkowych osób. Z kolei luksusowe wakacje typu „all inclusive” są na dłuższą metę nudne i przewidywalne. O ile liczy się dla nas coś więcej niż leżakowanie i pełny żołądek, to po dwóch, góra trzech dniach możemy poczuć się bardziej zmęczeni, niż byliśmy przed wyjazdem. Poza tym takie wakacje są raczej drogie i dobre z reguły tylko wtedy, gdy mamy do wykorzystania zaległy urlop lub zbliża się długi weekend.

Na szczęście XXI wiek przynosi nam cały worek rozwiązań, dzięki którym weekendowy wypad na zakupy do Mediolanu, na pizzę w Rzymie czy na piwo w Dublinie wcale nie musi być kosztowny. Kiedyś takie eskapady kojarzyły się z wyższymi sferami, które mogły sobie pozwolić na wyczarterowanie samolotu i wynajęcie na ostatnią chwilę pokoju w czterogwiazdkowym hotelu. Dzięki aplikacjom mobilnym i dużej konkurencji na rynku turystycznym na krótkie wyjazdy zagraniczne coraz częściej wybierają się zarówno studenci, jak i pracownicy korporacji, rodziny z dziećmi czy zakochane pary.

rzym_3

Pierwszym krokiem do zorganizowania takiego wyjazdu jest zainstalowanie aplikacji z przeglądem tanich lotów. Moim faworytem jest Skyscanner, który jest banalnie prosty w obsłudze i pozwala na dokładne przefiltrowanie wyników według naszych potrzeb. Jednak niech nie skuszą was niskie ceny biletów, które początkowo mogą przyprawić o zawrót głowy – bilety za złotówkę nie są tylko miejską legendą, jednak oczekiwanie na tylko taką promocję może sprawić, że długo nigdzie nie wyjedziemy. Warto więc założyć sobie większy przedział cenowy – koszt biletów lotniczych i tak będzie raczej najmniejszą częścią wyjazdowego budżetu. 

Podczas mojego ostatniego planowania natknęłam się na promocyjną ofertę lotów z Gdańska (najbliższego mi lotniska) do Oslo za jedyne 79 złotych w dwie strony. Norwegia to miejsce, które zawsze chciałam zobaczyć, a koszt biletów był w tamtym momencie niższy, niż na Pendolino do Warszawy. Już prawie kupiłam bilety i wyobrażałam siebie stawiającą kroki na ośnieżonych fiordach, jednak przezornie sprawdziłam koszt dojazdu z lotniska do miasta i z powrotem. Była to dwukrotność ceny biletu na samolot, co mocno uderzyłoby w mój weekendowy budżet. Warto bowiem pamiętać, że porty lotnicze są z reguły bardzo oddalone od miast lub usytuowane poza granicami metropolii. Tyczy się to również lotnisk w Polsce – gdy mieszkamy poza miastem odlotu, trzeba się liczyć z kosztami dotarcia do niego. Przy planowaniu taniego wyjazdu niezbędne jest więc wzięcie pod uwagę wszystkich dodatkowych kosztów, które się z nim wiążą.

rzym_1

Do takich należy także baza noclegowa. Tu znów z pomocą służy zdobycz podróżników XXI wieku – Booking.com. Okazuje się, że oferty prezentowanych hoteli są czasem tańsze, niż na AirBnb. Ten drugi portal to coraz bardziej skomercjalizowana strona do wynajmu pokoi w prywatnych mieszkaniach – BlaBlaCar bazy noclegowej. Jednak by zamówić nocleg na tej stronie, trzeba liczyć się z ryzykiem błędu, co nie powinno zdarzyć się na Bookingu. Szukając miejsca do spania warto zwrócić uwagę na ofertę dodatkową – czy pokój ma dostęp do darmowego Wi-Fi (koszty transmisji danych za granicą są horrendalne), czy jest przy nim prywatna łazienka, czy znajduje się blisko centrum, czy będziemy musieli do kosztów dodać cenę biletów komunikacji miejskiej, czy cena dodatkowego śniadania może być opłacalna, jaka jest wysokość podatku miejskiego... Każda chwila poświęcona na przeanalizowanie dostępnych ofert może pomóc nam zaoszczędzić pieniądze i czas podczas wyjazdu.

Gdy kupiłam już bilety do Mediolanu, zadbałam o transfer lotniskowy, zarezerwowałam przytulny hotel w centrum, zaczęłam rozglądać się za książkowym przewodnikiem. Najlepszym przyjacielem weekendowego podróżnika są wydawnictwa, które zawierają w mapy, przykładowe trasy zwiedzania, opisy miejsc, które warto zwiedzić i rzeczy, których koniecznie trzeba spróbować. Dzięki nim w ciągu weekendu nie wydamy ani centa na wstępy. Z dobrym przewodnikiem możemy w jeden weekend, zupełnie za darmo wiele dowiedzieć się o miejscu, które odwiedzamy, poznać jego historię i lokalne zwyczaje.

Konkretny plan na te kilka dni nie był już potrzebny. Chciałam spędzić czas na spacerowaniu mediolańskimi uliczkami, zjeść włoskie lody i pizzę od ulicznych sprzedawców... Wydaje się, że koszty wyżywienia za granicą są wysokie i sprawią, że przekroczymy nasz napięty budżet. Być może – jeśli będziemy stołowali się w knajpach dla turystów i robili zakupy w małych sklepach spożywczych. Tu z pomocą przychodzą nam supermarkety, w których możemy znaleźć dobre jedzenie za niską cenę. Jeśli chodzi o stołowanie się na mieście, zasada jest prosta – wystarczy spojrzeć przez szybę lub na wystawione na zewnątrz stoliki. Jeśli knajpka jest pełna turystów, będzie droga i raczej niesmaczna. Gdy z kolei stoliki zajęte są przez tzw. „lokalsów” możemy być prawie pewni, że najemy się do syta za niewielką cenę, często nieporównywalną z podobną kuchnią na Długiej w Gdańsku. 

Większość europejskich miast ma swoje zabytki, historię, często egzotyczną kulturę. Udając się na wielogodzinny spacer uliczkami Mediolanu odwiedziłam wiele znanych i mniej uczęszczanych miejsc. Z przewodnika dowiedziałam się, jaka historia i postaci się za nimi kryją. W Europie Zachodniej to głównie kościoły (nawet te największe można zwiedzić za darmo), place, łuki triumfalne, stare kamienice i wille, a także ciasne lub rozbudowane kolorowe uliczki o specyficznym klimacie zapadają w pamięć i uczą o danym miejscu. 

rzym_2

Kupując jedzenie u lokalnego sprzedawcy i gubiąc się w zwiedzanym przez nas mieście, mamy możliwość odkrycia jego nieznanej, acz prawdziwej twarzy. Dla mnie największym zaskoczeniem w Mediolanie (a także jego kwintesencją!) była Bazylika San Lorenzo Maggiore. Stojąc na placu przed nią, obok kopii posągu cesarza Konstantyna na około mnie widziałam: zabytkowe rzymskie kolumny, przejeżdżający obok nich tramwaj (który podobno powoduje ich powolne niszczenie), ogromny ekran LED z reklamą markowej bielizny, zaadaptowaną na potrzeby chrześcijaństwa starorzymską świątynię pełną rozmodlonych wiernych w podeszłym wieku na niedzielnej mszy i mnóstwo młodych Włochów pałaszujących uliczne jedzenie i pijących piwo, siedzących dosłownie wszędzie, łącznie ze schodami prowadzącymi do Bazyliki! Miejsce jest w przewodnikach tylko wspomniane, jednak czas spędzony w nim na odpoczynku w wiosennym słońcu był najlepszym momentem całego wyjazdu. A wszystko to w cenie biletów lotniczych i noclegu, która – gdy wycieczka jest dobrze zaplanowana – jest porównywalna do weekendowych wydatków na spędzenie czasu wolnego w dużym mieście.

Katarzyna Habecka

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA