REKLAMA
Anywhere logo

"ELLE" (reż Paul Verhoeven)

2017-05-12
...

Ona jest silna. Ona jest piękna. Ona się nie starzeje. Isabelle Huppert, jedna z największych aktorek współczesnego kina, mistrzyni ekranowego cierpienia, właśnie zagrała może najlepszą rolę w swojej karierze. A było niebezpiecznie blisko ciężkiej wtopy. Paul Verhoeven upierał się, by „Elle” zrobić w Hollywood, ale albo aktorki bały się roli, albo producenci wycofywali rakiem. Gdyby udało się pozyskać do tej opowieści Nicole Kidman, mniemam, że film nawet nie otarłby się o wielkość. Tymczasem w Europie wszystko wolno, nawet zacząć film od sceny brutalnego gwałtu, po której od razu zaczynamy się domyślać, że bohaterce sprawił tyleż przykrości, co przyjemności. Nie donosi na gwałciciela na policję, a jego intensywne poszukiwania służą nie tyle wymierzeniu kary, co próbie wyciśnięcia z tej erotycznej relacji jak najwięcej korzyści. Bohaterka „Elle” jest jakimś dziwacznym anty-Hiobem: im więcej się w jej życiu wali, tym zdaje się być bardziej zadowolona. Córka seryjnego mordercy, korposuka nadzorująca programistów, pracujących nad krwawą grą komputerową, z zimną krwią rani bliskie sobie osoby, jakby to był jedyny sposób na sprawowanie władzy (jedna z takich ran okaże się śmiertelna dla matki). Ze szczególnym upodobaniem dręczy swojego eksmałżonka – a to z premedytacją rozwali mu zderzak podczas parkowania, a to niby przypadkiem tryśnie gazem pieprzowym w oczy. Problem głównej bohaterki z jej tajemniczym kochankiem – gwałcicielem polega na tym, że ona też jest sadystką – nie mamy tu więc do czynienia z klasyczną relacją S/M, a raczej z konfliktem S/S w którym trwa nieustanna walka o dominację.

kuczok

To się oczywiście musi skończyć tragicznie, ale Verhoeven akurat w dziedzinie efektownych zwieńczeń erotycznych thrillerów jest doświadczonym zawodnikiem. Trudno w reżyserze rozpoznać twórcę dobiegającego osiemdziesiątki – Holender zrobił film z młodzieńczą swadą jak za dawnych, dobrych lat sprzed „Nagiego instynktu”. Ryzykuje nadmiarem i jedzie po bandzie, ale ostatecznie nawet kiedy poza nią wypada, kończy jak bohaterka podczas wypadku samochodowego – wbija się dokładnie między drzewa i tylko ociera o katastrofę. Oglądamy prawdziwy katalog toksycznych związków i seksualnych wielokątów, a wszystko to przyprawione inteligentną zgrywą.

REKLAMA
REKLAMA