REKLAMA
Anywhere logo

Greg Osby: Będzie wspaniale!

2016-06-28
...

Nowy kurator artystyczny Sopot Jazz Festival to jeden z najlepszych saksofonistów na świecie. Tej jesieni zmieni Sopot w kosmopolityczną stolicę muzyki. Możecie zaufać człowiekowi, który dzielił scenę z Herbiem Hancockiem.

Dlaczego zdecydowałeś się zaangażować w Sopot Jazz?

Poproszono mnie. Nie wiem, jak zdecydowano się wybrać mnie, ale jestem zaszczycony. Pracowałem już wcześniej przy mniejszych festiwalach. Chcę zrobić coś, co jest interesujące i bogate, pokazać odbicie tego, co jazz naprawdę sobą reprezentuje.

GregOsby_01Jakie zmiany zamierzasz wprowadzić?

Zamierzam wprowadzić uczciwą prezentację dzisiejszej sceny jazzowej. Bo widzisz, na większości festiwali grają prawie ci sami ludzie. 15-10 artystów, podczas gdy inni są zmuszeni siedzieć w domu i oglądać telewizję. My pokażemy artystów, którzy nigdy nie dostają szansy się pokazać i wypromować swojej muzyki. Znam wielu z nich. Chcę również pokazać zdrowe podejście do globalizacji w muzyce. Jazz jest teraz międzynarodowy. Ludzie dostają te same informacje w tym samym czasie. Muzycy rozwinęli swój jazz przez własne konceptualne i kulturalne filtry. Tak więc dostaniemy lepszy, bardziej realistyczny ogląd tego, czym jest muzyka.

Wspominałeś o swoim projekcie „East Meets West”. Na czym on polega?

Ludzie Zachodu ulokowani są w Nowym Jorku, ale niekoniecznie z niego pochodzą. Większość z tych, których pokażemy, przeprowadziła się tam z różnych części świata. Właściwie większość jest Europejczykami! Są Grecy, Norwegowie, Portugalczycy – muzycy zewsząd. Będą też Polacy, ale w kolaboracjach i eksperymentach. Publiczność zobaczy, jak może funkcjonować muzyka pomiędzy wykonawcami pochodzącymi z różnych miejsc, ale którzy stanowią jedność jako grupa.

Czyli nie chodzi tylko o zderzenie polskich i amerykańskich jazzmanów?

Nie, nie w całości. Chodzi o globalizację w muzyce.

Internet jest dobrą rzeczą dla jazzu?

To dobra rzecz do prezentacji muzyki, ale zła jeśli chodzi o biznes, ponieważ ludzie zawsze będą brali sobie muzykę za darmo. To dobrze, że możemy szybko wymieniać się informacjami, ale większość z nas używa tego z egoistycznych pobudek. To ta zła strona. Nie lubię, gdy jedni ludzie kradną pracę innych.

W późnych latach 90. niektórzy muzycy, jak Radiohead czy Prince, eksperymentowali i próbowali rozpowszechniać swoją muzykę za pomocą Internetu.

Myślę, że to może działać. Model wielkich koncernów płytowych nie jest dobry dla artystów. Ci pierwsi okradają drugich, umowy są bardzo wiążące i nieelastyczne. Internet może być używany w odpowiedni sposób, ale musi istnieć jakiś poziom ochrony dla twórców. Tak długo jak będziemy mieć do czynienia z zapisem cyfrowym, zawsze znajdzie się ktoś, kto to zhakuje i odda za darmo. Co jest niefair, bo ludzie pracują naprawdę ciężko i poświęcają dużo, by tworzyć swoją sztukę i jeśli zostanie ona oddana za darmo, powinien to być ich własny wybór.

A co z twoją własną wytwórnią?

Nazywa się Inner Circle Music. Mamy w niej 52 artystów i aktualnie to globalna firma. Większość artystów jest z Europy i Azji. To moja wizja tego, czym dziś jest jazz. Jest międzynarodowy, nie tylko amerykański, mimo że tam ma swoje korzenie. Jest przefiltrowany przez doświadczenia przeróżnych ludzi. I to mi się podoba – lubię słuchać jazzu granego przez Włochów, Niemców, Hiszpanów, Polaków, Japończyków, Koreańczyków, Tajwańczyków. Taki jazz jest szczery i nie brzmi jednowymiarowo.

Planujesz odkryć jakieś nowe gwiazdy na Sopot Jazz Festival?

Zawsze. Zawsze mam ucho nastawione na ulicę, jak to mówią, na kogoś, kto proponuje coś unikatowego, osobistego, interesującego i innego. Samo bycie dobrym nie gwarantuje bycia interesującym.

Mamy bogatą scenę jazzową w Polsce. Co sądzisz o naszym muzycznym idiomie? Czy istnieje w ogóle coś takiego, czy może nie powinniśmy patrzeć na muzykę przez pryzmat narodowości?

Polska zawsze była jednym z najsilniejszych krajów jeśli chodzi o jazz, tak samo w kwestii rangi muzyków, jak odbioru przez publiczność. Polska, Francja, Japonia, Stany Zjednoczone – to zawsze były najmocniejsze jazzowe miejsca. Takie miejsca są kulturotwórcze. Ja zawsze jestem otwarty, więc kto wie, może odkryję kogoś nowego. Lubię, gdy ktoś nieznany okazuje się interesujący.

GregOsby_03Wolisz patrzeć w przyszłość niż z sentymentem wspominać stare czasy, jak to bywało w latach 80.?

Zawsze patrzę w przyszłość. Nie jestem retrospektywny. Wszystko, co było kiedyś, formuje przyszłość, tworzy tu i teraz. Nie chcę pozostawać w przeszłości, bo to spowalnia rozwój.

Co powiesz o tobie jako nauczycielu?

Moje metody nauczania są bardzo nieortodoksyjne. Czasem wpędza mnie to w tarapaty, gdy uczę w konserwatoriach. Uczę bardzo szybko i bardzo intensywnie.

Jesteś takim surowym trenerem jak ten z filmu „Whiplash”?

Nie, nie jestem surowy. Kiedy rozmawiam ze studentami, nie mówię o tym, co już potrafią. Mówię o tym, co sprawia im trudność, by mogli szybciej się nauczyć. Nie stosuję repetycji, a zasadę „Powiedz, jaki masz problem, byśmy mogli pójść do przodu”. Wiele szkół nie życzy sobie tego, bo gdy studenci robią się dobrzy zbyt szybko, mogą opuścić szkołę. Dlatego wolą nęcić ich małymi ilościami, by ci zostali dłużej i płacili więcej czesnego. To nic innego jak biznes. Lubię uczyć. Dla mnie oznacza to niemal przytłaczanie uczniów informacjami. Mogą przetwarzać to sobie w swoim własnym tempie, a jeśli napotkają trudności, przełamuję je i pokazuję, jak to powinno działać.

A co z publicznością? Co oni mogą zyskać dzięki słuchaniu jazzu?

Demokratyczny proces podziału ról. Jest perkusista, basista, pianista, saksofonista, trębacz... Publiczność widzi, jak oni wszyscy się jednoczą, nawet jeśli nie mówią tym samym językiem. Mogą stworzyć coś pięknego, bo mają wspólny cel. To tak samo ważne w polityce, relacjach międzyludzkich... wszystkich rodzajach relacji! Może i wiele nas dzieli, ale znajdźmy wspólny mianownik. Zjednoczmy się, a stworzymy coś z niczego. To bardzo pokojowy i demokratyczny proces. Ok, nie zgadzam się z tobą, ale wciąż możemy razem pracować i robić coś naprawdę fajnego.

Więc jeśli politycy uprawialiby jazz, nie czcze gadanie...

Na świecie zapanowałby pokój! (śmiech)

Dzisiejsza rzeczywistość jest łaskawa dla jazzu?

Mogłaby być łaskawsza. Nie ma wystarczająco dużo możliwości. Więcej jest muzyków niż miejsc do grania. Więcej konserwatoriów i szkół i wszyscy ich absolwenci są świetnie wykwalifikowani, ale nawet nie grają muzyki. Nie mają gdzie, bo gros festiwali ich nie pokazuje. Wolą pokazywać gwiazdy. I na tym polega nasza rola. Pokażemy ludzi, którzy zasługują na niemałe uznanie. Zasługują na dużą publiczność i muszą być usłyszani. Ustanawiamy nowy model.

Kiedy poznamy listę wykonawców?

Teraz! Mamy wokalistkę z Lizbony, Sarę Serpę. Akompaniuje jej Andrew Matos, gitarzysta. Są wspaniałym duetem, kiedy ich słuchasz, czujesz się jak w bajce. Sara zaśpiewa z Atom String Quartet z Polski. Następnie mamy wokalistkę, która jest również beat makerką, Emilie Weibel. Będzie miała gościa specjalnego z Polski. Nie mogę zdradzić, kto to, bo to jeszcze niepotwierdzone, ale to wielka gwiazda. Mamy basistę i kompozytora, Petrosa Klampanisa z Grecji, mieszkającego w Nowym Jorku. Zagra razem ze Zbigniewem Namysłowskim, którego jestem wielkim fanem. Dalej jest klarnecista, młody facet, Felix Peikli. Pochodzi z Oslo i jest jednym z moich byłych studentów. Także mieszka w Nowym Jorku. Mam kolejnego młodego muzyka, którego CD ostatnio wydałem. Nazywa się João Barradas. Gra na akordeonie, ale to niesamowity, zabójczy, współczesny jazz, mnóstwo energii, ludzie oszaleją na jego punkcie! I inny facet, saksofonista z Kansas City, obecnie żyjący w Paryżu. To świetny, energetyczny saksofonista. Mogłem kogoś pominąć, ale z grubsza o to chodzi. Będzie wspaniale!

źródło fot.: mat. prasowe

REKLAMA
REKLAMA